Od Aleksa

Staliśmy w kilkunastu szeregach od kilkudziesięciu godzin, Kyloren odreagowuje swoją złość, na nas. Kto padnie, dostaje kulkę w głowę. A on siedział na swoim tronie obserwując wszystkich. Nagle zabrzmiał alarm, wszyscy zerwali się na równe nogi. Gdy już miałem podążać za swoją grupą, ktoś wsadził mi na głowę worek i zaciągnął do jakiegoś statku. Za wszelką cenę usiłowałem się uwolnić, nawet moce nic nie dawały. W pewnym momencie udało mi się uwolnić, jednak nim dotarłem do komnaty zostałem postrzelony w ramię a gdy upadłem, wstrzyknęli mi coś po czym straciłem przytomność. Obudziłem się, przypięty byłem, sam nie wiem do czego. Dookoła było jasne dzięki niebieskiemu światłu, chyba był to główny port statku. Nagle przede mną stanął dowódca Republiki, zmarszczyłem lekko brwi.
- Ściągamy mu hełm? Zawsze chciałem zobaczyć twarz szturmowca. - powiedział jakiś młody chłopak, w jego głosie słychać było podekscytowanie.
- Zdradzę ci że wyglądają tak jak wszyscy, ludzie którym wstrzyknięto kit do mózgów. - stwierdził.
- Gówno prawda. - rzuciłem ostrym tonem, próbując uwolnić się z pułapki.
Luka podszedł do mnie i chwycił za hełm, siłą woli odepchnąłem go od siebie tak, że walnął w ścianę. Lecz ten jedynie się zaśmiał, wytworzył wokół siebie jakąś barierę ochronną i ponownie ruszył w moim kierunku, tym razem udało mu się.
- Co oni z tobą zrobili... czyste i pełne ciepła, brązowe oczy zmieniły się w czerwone, pełne gniewu i nienawiści. - spytał patrząc mi głęboko w oczy, czego nie lubiłem, dlatego też szybko odwróciłem wzrok. - Aleks, synu...
- Łżesz człowieku, nie jesteś moim ojcem! Moim ojcem jest Kyloren! - krzyknąłem po raz kolejny usiłując go od siebie odepchnąć.
- Czyżby? - wcisnął jakiś przycisk i przede mną pokazał mi się monitor na którym został wyświetlony film.
Ja, on. Wsiadłem do myśliwca i wraz z innymi ruszyliśmy na terytorium, jednak coś poszło nie tak, każdy ze statków Republiki został postrzelony, każdych z żołnierzy porwali i przerobili na szturmowców.
Sam już nie wiem w co wierzyć... może to właśnie dlatego nie potrafiłem nikogo zabić? Ekran zniknął.
- Rozkuć go. - powiedział w końcu, dwójka stojąca za nim spojrzała na niego zdziwiona, jednak zrobili to co powiedział. - Daenerys, ściągnij z niego tą zbroję i opatrzyj mu to ramię. - powiedział. Dziewczyna skinęła głową i dała mi znak, abym ruszył za nią. - Jak jej coś zrobisz, mimo że jesteś moim synem, nogi z dupy ci powyrywam. - poklepał mnie po ramieniu.
Rzuciłem mu groźne spojrzenie, po czym ruszyłem za dziewczyną. Usiadłem na jakimś metalowym stole.
- Kroicie u nieposłusznych ludzi? - spytałem kierując wzrok na stół, na co dziewczyna się zaśmiała.
- Skąd. Leczymy. - odpowiedziała rozkładając koło mnie bandaże itp.
Ściągnąłem górną stronę zbroi zostając w samym najzwyklejszej białej koszulce.
- Czemu odwracasz wzrok, za każdym razem jak na ciebie spojrzę? - spytała przechylając głowę na bok.
- Czasem wstydzę się swoich oczu. - wyznałem.

?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^